Konferencja DesignWays trwała dwa dni i była podzielona na równoległe ścieżki skupione na różnych tematach. Pierwszego dnia były to: product design oraz badania & analityka, a także service design i nowe technologie. Drugiego dnia: UI design i design & biznes.

W Krakowie przywitały nas kilkukrotnie przekroczone normy zanieczyszczenia powietrza i korki. Niby nic nowego, ale jedno o tym słyszeć, a drugie zderzyć z tym naszą małomiasteczkową rzeczywistość. Brak jakichkolwiek opisów na stronie czy na wydrukowanym programie niestety utrudniał wybór wykładów. Na co pójść decydowaliśmy więc na podstawie tytułów i, czasem, znajomości prelegenta. Pod tym względem – UX słabe.

Jestem Flex, daję słowo

Zaczęliśmy od wykładu „Jestem Flex, daję słowo”, prezentowanego przez dziewczyny z Orange Polska. Patrycja Walencik i Kasia Kałwak opowiadały o tworzeniu unikatowego charakteru produktu Orange Flex, zarówno w obrębie aplikacji, jak i poza nim. Kluczowe było uwzględnienie UX writera od samego początku procesu i nakłonienie zespołu do swobodnego opisywania swojej pracy zamiast zostawiania „zapchajdziur”. Lorem ipsum zostało bezwzględnie zakazane. Po pierwsze, wyjałowiało charakter produktu. Po drugie, UX writer nie był pewien czym to najlepiej zastąpić. Z czasem każdy się rozluźnił i wykształcił się zadziorny duch Flexa. W aplikacji był to użyty język, pisany z pozycji kumpla, nauczyciela i doradcy, a poza aplikacją, np. opis w AppStore, zaczepne odpowiedzi na komentarze, czy zabawne changelogi ubrane w formę dialogu między developerem a copywriterem. Skutkowało to dużym zainteresowaniem użytkowników, wyższymi ocenami aplikacji i rozgłosem w mediach społecznościowych.

Design Sprint

Andrzej Pyra z Santander Bank Polska omówił koncept kilkudniowego design sprintu. Zwykle składa się on z pętli idea-build-launch-learn. Wiele organizacji, które myślą, że go stosują, nie wychodzi z etapu budowania lub kończy na launchu. Design sprint nie jest złotym środkiem i są sytuacje gdzie się nie opłaci. Nie ma on sensu, gdy nie wiadomo jaki problem chce się rozwiązać. Ważne jest też by istotnych wyborów podczas sprintów dokonywał product owner, który później będzie odpowiedzialny za wdrożenie wynikających z procesu zmian. Nie jest to demokracja.

Sprzedaż, klienci, złote strzały

Serwis G2A.com borykał się ze znalezieniem sposobu na podniesienie sprzedaży wśród odbiorców, odwiedzających ich stronę z odmiennych powodów. Krystian Miąsik, po analizie ilościowej i przyjrzeniu się łańcuchowi Markova z pomocą Google BigQuerry, podzielił odbiorców na pięć grup: navigating/exploring, searchers, doubters/readers, direct shoppers i other. By zwiększyć prawdopodobieństwo sprzedaży, do każdej z tych grup trzeba podejść w inny sposób (zwłaszcza, że niektóre z nich w ogóle nie planowały zakupów). Na przykład, dla explorerów trzeba często zmieniać produkty na homepage’u, a produkty uporządkować w logiczne kategorie. Warto pomyśleć też o rozwiązaniach typu „złoty strzał” na x-komie, gdzie codziennie wyróżniona jest jedna, limitowana oferta. Z kolei searcherzy mogą dać się przekonać wydajnym wyszukiwarkom, które są nie tylko szybkie, ale poprawiają literówki i dają wyniki ściśle związane z wyszukiwaniem.

Efekt Motyla

Prelekcja Pawła Nowaka z nowe.me była zdecydowanie najbardziej akademicka i ciężko przełożyć nam ją na praktyczne działania. W skrócie, wszystko w świecie jest ze sobą powiązane. Wszystkie zmiany jakie wdrażamy mają jakieś konsekwencje i trzeba myśleć, czy nikomu nie uprzykrzą życia. Może uczynimy czyjąś pracę zbędna i zwolnione zostanie kilkaset osób? Najbardziej wymowny był przykład podany na końcu, już w części pytań. Chodziło o przypadek, gdy Facebook wymagał od użytkowników podawania prawdziwych danych osobowych. Dla ludzi odmiennej orientacji seksualnej w niektórych krajach mogłoby się skończyć źle, a nawet tragicznie.

Klienci i zarząd nie wiedzą co robią

Trudno nie zgodzić się ze słowami Jakuba Doneckiego z BNP Paribas, że klienci lub zarząd często nie wiedzą co dokładnie robią projektanci i ogólnie niechętnie słuchają ich uwag. Designerzy są dla nich siłą z zewnątrz, która się mądrzy, a przecież biznes się kręci bez nich od kilkudziesięciu lat. Jakub przedstawił, jak można przebić się przez taki sceptycyzm. Trzeba włączyć w naszą pracę inne części firmy. Nie należy nagle wyskakiwać z gotowym rozwiązaniem, które, chociaż zaakceptowane prze zarząd, może okazać się niewykonalne ze względów technicznych. Zmiany trzeba omawiać z analitykami, którzy wiedzą jakie dane są możliwe do „wyciągnięcia” z systemu, czy z programistami, którzy wiedzą ile czasu zajmie dana czynność. Nie można też zapomnieć o konsultacji z marketerami, którzy potrafią dostrzec w czymś korzyść. Wtedy rysuje się klarowny obraz co da się zrobić, przy udziale jakich osób i części systemu, w jakim czasie, i jakim kosztem. Zaplecze takiej wiedzy pozwoli z łatwością rozmawiać z drugą stroną na równym gruncie.

UX designer jest nie pępkiem świata

Wojtek Kutyła zanegował lubiane w branży przekonanie, że UX designer jest pępkiem świata, a cała organizacja gromadzi się w okół niego, by pod jego przewodnictwem pokonać zewnętrzny problem. Wojtek preferuje postawić problem w centrum i udostępnić narzędzia, potrzebne do samodzielnej naprawy tego, i każdego kolejnego problemu. To uczy klientów skupiać się na tym, co działa, a nie na wytykaniu błędów i obarczaniu winą (tzw. appreciative inquiry). Zamiast skreślać czyjś pomysł, lepiej go po prostu ulepszyć. Nasz prelegent pokazywał też jak prowadzić testy użyteczności. Najlepiej zaczynać od małych, łatwych problemów – to krzepi morale i szybko buduje momentum. Gdy Wojtka praca się kończy, klient zakochany jest w procesie projektowym, a on sam nie jest już mu potrzebny.

Zbędny żargon

Podsumowując, jesteśmy zadowoleni z DesignWays, choć organizacyjnie wypada trochę gorzej niż Element Talks, gdzie wszelkie kolejki znikają dużo szybciej, a prelegenci i ich wykłady są przedstawieni jasno i z wyprzedzeniem. Za to obiad był wliczony w cenę biletu, a precyzyjna punktualność robi wrażenie. Spory procent przedstawianej na wydarzeniu wiedzy jest przysłonięty niepotrzebnym żargonem, który sprawia wrażenie, że prelegenci próbują przedstawić najprostsze rzeczy w bardzo skomplikowany sposób. Nie jest to oczywiście wina konferencji. Jest to po prostu zaraza, która przesiąkła branżę, o czym mówili nawet niektórzy z prelegentów. Ostatecznie jest to wydarzenie jak najbardziej warte uwagi i nie mamy zamiaru przegapić następnej edycji. Trzeba tylko pamiętać o maskach antysmogowych.

Sprawdź pozostałe nowości

Młoda Kariera z Reprezentuj

Lubuska młodzież będzie podbijać świat. A my im w tym pomożemy. Wybieramy się do 12 miast, by uczyć, jak korzystać z nowoczesnych narzędzi marketingowych.

Zobacz więcej

Jak pozyskać klienta na Facebooku?

Czyli kilka praktycznych porad o tym, jak tworzyć kampanie leadowe.

Zobacz więcej

Jak płacić za miłość w Internecie?

W nowym wydaniu Biznesu Lubuskiego opowiadamy o wartości miłości w Internecie. Przeczytaj i pokochaj.

Zobacz więcej

Nasi copywriterzy w Biznesie Lubuskim

W świątecznym wydaniu Biznesu Lubuskiego opowiadamy o projekcie Nowa Praca oraz analizujemy przedświąteczny okres z perspektywy marketingu.

Zobacz więcej

Trochę tego, trochę tamtego

Na zewnątrz oaza spokoju, wewnątrz wulkan kreatywności. Człowiek, który obraz zamienia w słowo, a słowo w obrazy.

Zobacz więcej

Wydawnictwa
i prasa branżowa w R

Czytamy, przeglądamy i szukamy inspiracji. Lubimy branżowe periodyki. Działają na nas.

Zobacz więcej

Konsultacje Marketingowe po raz drugi

Drugie konsultacje marketingowe za nami. Poznaliśmy wielu ciekawych ludzi i jeszcze ciekawsze projekty.

Zobacz więcej

Social Media Day x 3

19 października ponownie znaleźliśmy się w stolicy po nową porcję wiedzy branżowej. Jak było? Niech każdy mówi za siebie...

Zobacz więcej